19. cze, 2015

Marketing stary jak świat

Były przerażająco brzydkie i śmiertelnie groźne. Już sam zapach wionący z ich paszcz z łatwością doprowadziłyby do omdlenia każdego człowieka. Na tle innych gatunków nie wyróżniały się inteligencją. A mimo to – kocha je prawie cały świat. Dinozaury – doskonały produkt marketingowy?

 

Na ekranach kin na całym świecie od niedawna, za sprawą „Jurassic World”, znów panują te wymarłe już gady. Po raz kolejny doskonale sprzedają się ich plastikowe figurki, czapeczki i koszulki oraz różnego rodzaju wydawnictwa książkowe. Pierwsza fala entuzjazmu dla tych stworzeń wybuchła w 1993 roku wraz z premierą „Parku Jurajskiego”. Do boju ruszyły wówczas zastępy marketingowców, którzy nauczeni przykładem „Gwiezdnych Wojen”, wiedzieli, że prawdziwa fortuna kryje się nie tyle w dochodach z biletów, ale właśnie w różnego rodzaju gadżetów, których kupna swoim dzieciom, zafascynowanym dinozaurom, rodzice nie odmówią. A i sami dorośli z pewnością ulegną gadziej fascynacji. Jak sprawiano, że jurajskie monstra zawładnęły umysłami ludzi na całym świecie?

 

Dinozaur, dobro luksusowe

Jedna z marketingowych nieśmiertelnych zasad głosi, że im coś jest mniej dostępne, tym bardziej pożądane. Tak łatwo dać się skusić na „limitowaną edycję”, nietrudno wydać znaczną sumę na odzież z krótkiej, autorskiej kolekcji projektanta. Czy aby podobnie nie jest z dinozaurami? Z powodu niezaprzeczalnego i całkowitego wyginięcia nie można ich już oglądać. W przeciwieństwie do strusi, szympansów czy hipopotamów – zwierząt egzotycznych, ale dostępnych na wyciągnięcie ręki w każdym niemal zoo. Dlatego są mniej pociągające niż stwory, które można sobie jedynie wyobrazić. Kto chciałby trzymać na swoim biurku w pracy figurkę krowy, pasącą się na każdym polu?

Nie o prestiż tu chodzi, ale raczej o podświadome choćby poczucie, że udało się sięgnąć w daleką przeszłość i wyrwać z niej coś cennego, niedostępnego dla innych.

 

Tajemnicza enigma zapakowana w zagadkę

Paleontolodzy w pocie czoła pracują na wykopaliskach, za wszelką cenę starając się jak najlepiej poznać zwyczaje dinozaurów. Ale to, czego się dowiadują, rzadko trafia do szerokiego grona konsumentów. Zresztą, komu z nas chciałoby się zagłębiać w naukowe rozprawy pełne łacińskich nazw i fachowych terminów. W zamian lepiej jest utrzymywać wokół tyranozaurów, raptorów i ich kolegów aurę tajemniczości. To pobudza wyobraźnię, zwłaszcza u dzieci. Tak kreowana sekretna atmosfera, nie odkrywająca za dużo szczegółów, wywołuje wrażenie ciekawości i pcha do zdobycia jeszcze większej wiedzy. A czemu, a po co, a skąd, a jak? Tu pomocą służą seryjnie publikowane książki, programy telewizyjne czy parki dinozaurów, które mają w Polsce szansę przegonić pod względem liczebnym aqua parki.

Na podobnej zasadzie funkcjonują w show biznesie takie osobistości jak Bob Dylan, Beyoncé czy Daft Punk. Im mniej o nich wiemy, tym bardziej fascynują i z tym większą uwagą ich słuchamy. Utożsamiamy ich z czymś niecodziennym, nieoczywistym, nieprzeniknionym. W przeciwieństwie do innych artystów, którzy swą otwartością oraz wszechobecnością najpierw nużą, a potem w ogóle przestajemy ich zauważać.

 

Zło tkwi w każdym z nas

Jak wiele produktów jest pozycjonowanych jako „drapieżnicy”, ile sloganów wokół zachęca nas do bycia bardziej agresywnymi? Nawet zwykły, pełen słodyczy batonik dostępny w szkolnym sklepiku jest w stanie przemienić nas w groźnie ryczącego lwa. Ba, do zakupu samochodów zachęcał nawet sam diabeł, w którego wcielił się znany aktor Willem Dafoe. Nic dziwnego, że po takie motywy sięgają twórcy reklam – zło przyciąga uwagę od dawna. I z pewnością bywa bardziej ekscytujące niż czyste dobro, jakkolwiek kontrowersyjnie to brzmi.

Tyranozaur, spinozaur, alozaur, stado welociraptorów – wszystkie te gady przedstawiane są jako doskonałe maszyny do zabijania. Dla marketingowców taki T.rex mógłby składać się wyłącznie z kłapiącej szczęki, wypełnionej po brzegi zębami, a raptor to przecież ostry jak brzytwa, przerośnięty i śmiercionośny pazur, do którego przyczepiona jest reszta ciała. W co najchętniej bawią się dzieci figurkami dinozaurów? W bitwy, a im ciekawszym narzędziem zbrodni dysponuje dany gad, tym lepiej i ciekawiej.

Nie interesuje nas dinozaurowe rodzicielstwo, łączenie się w pary, na wielkich roślinożerców z prehistorycznego okresu patrzymy z pobłażaniem. Tym, co pociąga nas najbardziej, jest groza, jaką budzą w nas wymarłe już na szczęście potwory.

 

Gdyby nie marketing, dinozaury mogłyby nawet nie zaistnieć w naszej świadomości, dzieląc tym samym los całych stad zwierząt, zupełnie przez nas zapomnianych. Na szczęście, kreatywność Brand managerów, PRowców oraz copywriterów zdołała przywrócić nam dinozaury. Co prawda, w mocno subiektywnym i ograniczonym kształcie, wymuszonym przez targetowanie i oczekiwania danych grup konsumenckich – ale lepsze to niż nic.